Róża


W starej dzielnicy Paryża, o porannym brzasku, ludzie budzili się do życia. Opustoszałe ulice zapełniały się śpieszącymi do pracy. Na jednej z nich, przed starą kamienicą, stały ruiny okazałej niegdyś rezydencji. Nikomu nie przeszkadzała ich szpetota. Były świadkiem nocnych wyznań miłosnych i czynów niegodnych człowieka. Wszyscy przyzwyczaili się jednak do takiego towarzystwa. Podświadomie czuliby brak jakiejś części życia, gdyby ich tam brakło.

Na murze okalającym budynek, szeroką wstęgą rozrosły się rośliny. Ich piękno ożywiało to miejsce. Dodawało mu kolorytu.

Któregoś dnia, w ceglanej szczelinie muru, pojawiła się kolejna, malutka roślinka. Pnącza rozsunęły swoje liście, by mogła w pełni złapać światło słońca. To mała róża budziła się w tym dziwnym miejscu do życia. Nikt nie wiedział skąd tam się wzięła.

Gdy podrosła, swoimi płatkami i wonią zachwycała przechodzących. Aż dziw, że nikt jej nie zerwał, tak uroczo wyglądała. Gdy rano rozchylała swe płatki do słońca, czuła jak życie ludzi tam mieszkających, staje się jej własnym.

I.



Na parterze kamienicy, naprzeciw której rosła róża, znajdował się sklep z pieczywem, połączony z piekarnią. Gdy wszyscy układali się do snu, w niej zapalały się światła. Róża czuła zapach pieczywa, które w rękach piekarzy przybierało kształt chleba, bułek, kajzerek. Codziennie widziała piekarza, który o 6 rano otwierał swój sklep, by ludzie mogli zjeść smaczne śniadanie przed pracą. Z miłością patrzyła na jego ręce. Dla wielu były jak bochenki chleba, który wypiekał. Ona widziała w nich ręce artysty, który sprawnymi ruchami przygotowywał innym pokarm codzienny. Czuła ich aksamitny dotyk, gdy wyjmował z pieca pachnące pieczywo.

Myślała nieraz o jego rodzinie, którą musiał otaczać równie wielką miłością. Ujęta była dobrocią jego serca, gdy wielokrotnie dawał za darmo chleb potrzebującym. Bywało, że dzieci bawiące się na ulicy, otrzymywały od piekarza wieczorem bułki, by mogły cieszyć się bez przeszkód radością dzieciństwa.

Róża była pewna, że piekarz miał dobre serce. "Podaruję mu swój jeden płatek" - pomyślała. Gdy piekarz zamykał sklep, upuściła go przed nim. Przystanął, schylił się i drżącymi rękami podniósł. Spojrzał na różę i powiedział "Dziękuję". Róża czuła się szczęśliwa.

II.



Na drugim piętrze kamienicy mieszkał samotny staruszek. Miał ok. 80 lat. Był średniego wzrostu. Siwe włosy na głowie mówiły o wieku, ale też przeżytych wydarzeniach. Od innych roślin róża usłyszała jego historię.

Mieszkał z żoną w tej kamienicy od niepamiętnych czasów. Nosili imiona Piotr i Zofia. On pracował w fabryce, ona była fryzjerką. Wielokrotnie po pracy siadali na balkonie, rozkoszując się widokiem zachodzącego słońca. Byli wspaniałą parą. Jakieś 30 lat temu, po 4.00. rano, wszystkich mieszkańców zbudził głos syren karetki pogotowia ratunkowego. Przyjechali do Zofii. Zasłabła w nocy. Zabrali ją do szpitala. Po kilkudziesięciu dniach powróciła do domu. Jakże odmieniona. Nikt z mieszkańców nie mówił tego głośno, ale wszyscy wiedzieli: rak. Równało się to wyrokowi śmierci. Mimo wielu wysiłków lekarze byli bezradni.

Mieszkańcy kamienicy obserwowali z jaką godnością Piotr z Zofią czekali na ten nieunikniony moment. Ona nie mogła już pracować. Ale czekała na Piotra codziennie w domu z gorącym obiadem. Tak samo siadali na balkonie, tylko ona częściej wspierała swoją głowę na jego ramieniu. Gdy pewnego dnia brakło ich w ulubionym miejscu, całą ulicę zmroziła wielka cisza. Nawet dzieci zwykle hałasujące pod oknami, siedziały w grupach, wpatrzone w okna na I piętrze.

...



Miała piękny pogrzeb. Wszyscy mieszkańcy czuli, że musieli Ją pożegnać. Powiedzieć "dziękuję" i "do widzenia". Nad grobem Piotr drżącym głosem powiedział "Do zobaczenia Kochanie" i rzucił tylko jeden kwiat: czerwoną różę. Jakże róża chciałaby tam być. "Ale wtedy mnie jeszcze tu nie było" - pomyślała.

Gdy usłyszała tą historię, zrozumiała dlaczego Piotr codziennie siadał na balkonie i wpatrywał się z uwagą w zachodzące słońce, jakby chciał tam coś dostrzec. Każdego przedpołudnia wychodził też do kwiaciarni, by kupić jedną różę i kierował się na cmentarz. Siadał na ławce i godzinami mówił żonie o miłości do Niej. W melodyjnej woni kwiatów, róża słyszała jak Piotr żegnał swoją Zofię: "Kocham Cię mocniej niż wczoraj i o wiele za mało, niż będę kochał cię jutro. Do zobaczenia Kochanie". I ciepłe łzy płynęły po jego pięknie pooranej zmarszczkami twarzy.

Róża oderwała swój płatek i chwyciła w niego łzę Piotra. Była dla niej najpiękniejszym wymiarem miłości.

III.



Tej nocy w Paryżu wiał mocny wiatr. Porwał róży kilka płatków. "To dla nieznajomych" - pomyślała.

IV.



Na III piętrze mieszkało młode małżeństwo z dziećmi. Janusz i Edyta byli wspaniałą parą. Doskonale się rozumieli. Ich starsza córka Monika była wierną kopią tatusia. Starała się, jak na swoje lata, pomagać rodzicom w opiece nad malutkim braciszkiem Sebastianem. Róża znała jej historię.

Janusz otrzymał to mieszkanie od rodziców. Podczas imienin kolegi poznał Edytę. Studiowała wtedy pedagogikę. Później był wspólny Sylwester i tak się potoczyło. Dzielnie wspomagał ją w czasie sesji egzaminacyjnej, dzieląc czas na pracę i dla ukochanej. Długie godziny spędzali rozmawiając ze sobą i ciągle brakowało im czasu, tak wiele chcieli sobie powiedzieć.

Ich ślub był wielkim świętem całej ulicy. Edyta w białej sukni wyglądała niczym królewna, ale gdy stanęli razem, byli najpiękniejszą parą świata. Do kościoła pojechali w samochodzie z lat 30-tych XX wieku.

Wszyscy mieszkańcy kamienicy pomagali Edycie wprowadzić się do Janusza. Była chodząca radością. Zarażała swoim optymizmem.

W rok po ślubie zaszła w ciążę. Sąsiedzi z radością oczekiwali nowego mieszkańca. Gdy Janusz zadzwonił ze szpitala, że ma córkę - Monikę - w pobliskim barze radość nie miała końca. Wielu z tego powodu miało kłopoty z powrotem do domu.

Po kilku dniach przyszła wiadomość, że Monika ma chore serce. Jakiś otwór w sercu się nie zamknął czy coś w tym rodzaju. "To niesprawiedliwe Panie Boże", "Dlaczego właśnie Oni", "W czym zawiniło to dzieciątko" - pytali sąsiedzi, patrząc na siebie pytającymi oczami.

W niedzielę ksiądz w kościele ogłosił, że jutro Monika przejdzie skomplikowaną operację i że wieczorem o 19.00 będzie odprawiał Mszę Świętą w jej intencji.

Tylu osób jeszcze nie było w świątyni. Poszedł nawet stary, niewierzący (jak mówił) Mateusz, który od wojny miał pretensje do Boga, że zabrał mu całą rodzinę. I nikt nie wstydził się wylewanych łez. Po mszy nikomu nie śpieszyło się do domu. Gdy już wyszli z kościoła, nikt nic nie mówił. Cisza mówiła.

...



Operacja się udała! Ale Monika długi czas dochodziła do siebie. Janusz i Edyta wiedzieli, ze ich córeczkę czeka jeszcze jeden zabieg. Radość z udanej operacji łączyła się z niepewnością jutra. Ich życie toczyło się niby normalnie, ale bez końca było poświęcone Monice. Gdy wychodzili na spacer z córką, czuli ciepło oczu i dobroć serca przechodzących.

W ten trudny dzień, mieszkańcy kamienicy czuli niezwykłą jedność serc, które szeptały niemym głosem "Boże, spraw cud!".

Cud się stał! Monika wróciła do zdrowia. Dzisiaj nie widać po niej, by była dzieckiem po tak ciężkiej chorobie.

Róża była świadkiem niepewności Janusza i Edyty, gdy ponownie zaszła w ciążę. Ale gdy urodził się zdrowy, wspaniały chłopiec, cieszyła się na równi z jego rodzicami. Nadali mu na imię Sebastian.

Patrząc na Nich róża wiedziała, że oni się nie tylko kochają, oni oddychali miłością, byli nią i dla niej żyli.

Zaglądając w ich okno, włożyła swój płatek pod becik Sebastiana.

V.



Mieszkanie na ostatnim piętrze zajmowała Marianna. Miała ok. 74 lata. Mimo swojego wieku, zachowała wspaniałą sylwetkę. Jej twarz była jeszcze dziś odbiciem piękna, które kiedyś w sobie nosiła. Prawie nie wychodziła z domu. Była sama. Róża nigdy nie dowiedziała się, dlaczego tak było. Ale z zawieszonych na ścianie fotografii i dyplomów wiedziała, że Marianna kiedyś była tancerką baletową. Bardzo sławną. Cały paryski świat stał u jej stóp. Często wieczorem siadała w swoim fotelu i z głębokim wzruszeniem oglądała albumy z pożółkłymi fotografiami. Potem zamykała oczy, jakby słyszała dźwięki "Jeziora łabędziego". Brała do ręki swoje baletki i przenosiła się do garderoby w pobliskim teatrze, czując, jakby za chwilę miała wyjść na scenę. Po jakimś czasie z westchnieniem wracała do rzeczywistości, tylko ten wyraz jej twarzy...

Róża czuła do niej szczególną sympatię. Wiedziała, że tak jak ona, dziś zachwyca swym pięknem i zapachem. Ale przyjdzie taki czas, że nikt nie będzie pamiętał o kwiecie w murze. Postanowiła, że w nocy obsypie ją swoimi płatkami, jak niegdyś w ludzie po przedstawieniu. Tak też zrobiła. I wtedy zobaczyła, ze został jej tylko jeden płatek.

VI.



"Ten ostatni jest dla Ciebie" - powiedziała do mnie - "To Twoje życie". Później cicho odeszła.

Delikatny powiew wiatru złożył jej płatek na moim sercu.

Jest tam do dzisiaj...

Tomasz J. Moskal


Facebook "Lubię to"
 
Reklama
 
*GoYa*
 
Jestem:
Gorzka i słodziutka ...
Wredna i milutka...
Smutna i szczęśliwa...
Fałszywa i prawdziwa...
Szalona i opanowana...
Samotna i zakochana...
Tchórzliwa i odważna...
Śmieszna i poważna...
Uśmiechnięta i zapłakana...
Zdradliwa i oddana...
Jestem...
Sobą - kim innym mogę być?
Wesoła - uśmiech to podstawa!
Delikatna - niczym porcelanowa lalka...
Malarką - rysuje obraz mego życia...
Pisarką - piszę wiersz o moim życiu...
Szukam serca, które przygarnie moje serce(znalazłam!!)
Jestem....kochająca...
niecierpliwa...pyskata -jak trzeba!
Lubie.....tańczyć.....
śmiać się....świecić oczkami... :)
Nie jestem doskonała,
mam swoje zalety i wady
Jak ktoś mnie lekko
zrani potrafię wybaczyć...
Nienawidzę się kłócić,
nienawidzę poniżania innych osób.
Mam bardzo miękkie serduszko...
Coz więcej chciałbyś wiedzieć?
*Kontakt*
 
W razie jakichkolwiek pytań,sugestii i uwag pisz na moje gadu-gadu
*Witam*
 
☸ڿڰۣ—  W I T A M :)

____________░▒░
___________░▒▒▒░
_________▒░▒░▒░▒
________▒░░░▒░░░▒
______▒▒░░░▒░░░░▒
____▒▒░░░░▒░░░░░▒
_█_▒▒░░░░▒░░░░░░▒
_██▒░░░░▒▒░░░░░░▒█
_██▒░░░▒▒▒░░░░░▒ █_ █
█_██░░▒▒▒█░░░░▒ █ ██
████░░████░░░░░███
_██████████░░░████
__███████████████
___█████████████
____█_██_██_███___█
_______█_ ██ _██__███
___███___ ██ _█_ █████
_███▓██__██__ ███▓██
_████▓██_██_ ███▓██
__████▓██ ██_██▓███
____██▒▒▒_██_█████
_____▒░░░▒██_███ ▒▒▒▒
____▒░░░░░▒████▒▒░░░▒
____▒░░░░░░▒█▒░░░░░░░▒
_▒▒░░░░░░▒▒▒▒▒▒░░░░░▒
▒░░░░░░░▒▒▒▒▒▒▒▒░░░░▒
▒░░░░░░▒░▒▒▒▒▒▒░░░░░▒
_▒▒▒▒▒▒░░▒░▒░░▒▒▒▒▒▒
___▒░░░░░▒██▒░░░▒▒
_▒░░░░░░▒_██_▒░░░░▒
▒░░░░░░▒__██__▒░░░░▒
▒░░░░░▒___██___▒░░░░▒
_▒░░░▒____██____▒░░░▒
__▒░▒_____██____▒░░▒
__▒▒______██____▒░▒

Myślą, mową, czynem, gestem
Dzisiaj z Tobą będę... jestem :)
Za Twą pamięć, miłe słowa
Zawsze w sercu Cię zachowam :)

☸ڿڰۣ—
*Dla Przyjaciół*
 
Jesteś jak mój pamiętnik,
bo mogę się ze wszystkiego zwierzyć.
Jesteś jak moje marzenie,
bo moja przyszłość zależy od Ciebie...
Jesteś bardzo bliską mi osobą,która
pozwala mi być zawsze sobą.
dziękuje Ci za wszystkie rady i
poświęcone chwile,dzięki Tobie nie
jestem gdzieś na dnie lub w tyle...

*******************

Dziękuje za Twój uśmiech,
otwarte okno Twego istnienia,
Dziękuje za Twe spojrzenie,
zwierciadło Twojej uczciwości.
Dziękuje za Twoje łzy,
które są znakiem,
że dzielisz radość lub smutek.
Dziękuje za Twoją rękę,
zawsze wyciągniętą,
aby dać lub otrzymać.
Dziękuje za Twoje objęcia,
które są szczerą gościną
twojego serca.
Dziękuje za Twoje słowo,
wyraz tego, co kochasz,
i w czym pokładasz nadzieję.
Dziękuje, że Jesteś

******************

Dziękuję, że jesteś
chmuro na niebie
dajesz mi marzenia
królewny w białej sukience
Dziękuję, że bijesz
serce moje z kamienia
to nic ze takie nie czułe
skrusze, kiedy będzie potrzeba
Dziękuję, że jesteś
wodo w strumyku
dzięki tobie istnieję
przepełniony czystą energią
Dziękuje, że jesteś
promyku żółtego słońca
wbijasz się rankiem przez szybę
aby dać mi nadzieję
Dziękuję, że jesteś
mój przyjacielu
może na tym polega istnienie
aby czuć się kimś niezwykłym
żyjąc obok Ciebie

******************

"Magiczny sen"

Jeden biały, lekki, ptasi,
setki innych, wiatr unosi,
w domach ciepło szybko gasi,
spokój, ciszę wokół wnosi...

Setki kolorów, obmywa czystością,
rani naturę, snu pieśni śpiewa,
wygładza krajobraz chłodną miłością,
tuli go, pieści, zimnem ogrzewa...

Ukrywa szlaki, złośliwie mruczy,
tuż obok chrapiąc, w dal nas niesie,
widać nań tylko pióropusz kruczy,
czy to na polu, czy w głuszy, w lesie...

Zazdrośnie swój urok kryje,
nie widać go, aż nie uklęknę,
pochylę się, uginając szyję,
i zobaczę, że małe jest piękne...

Ktoś powie, że jest on z wody,
ktoś, że jest przecież wszędzie,
Inny ktoś, pewnie dość młody,
że jeszcze dużo go tutaj będzie...

Jeden stwierdzi, że zniknie już zaraz,
ja, że jak człowiek - ulepiony z gliny,
on z wody stworzony i z lodu naraz,
jak człowiek nie może żyć bez rodziny...

Nie każdy jest piękny, ale wyjątkowy,
jako całość i oddzielnie robi wrażenie,
i kiedyś on, tak jak my ciała osnowy,
przełamie swoje kryształowe więzienie...
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=